Według oficjalnych danych podczas II wojny światowej zginęło około 3 milionów obywateli Polski narodowości żydowskiej. Ci, którzy przeżyli, po zakończeniu wojny wrócili do domów, licząc na spokojne życie. Jednak 11 sierpnia 1945 roku w Krakowie, jak grom z jasnego nieba, rozległy się wezwania do pogromów Żydów. Badacze podkreślają, że prace nad szczegółową rekonstrukcją wydarzeń i analizą sytuacji trwają nawet w XXI wieku, ponieważ część materiałów została utajniona – informuje portal krakowyes.eu.
Wpływ wydarzeń II wojny światowej

Przed wojną jedną czwartą mieszkańców Krakowa stanowili Żydzi, którzy zamieszkiwali głównie dzielnicę Kazimierz. Historycy zauważają, że relacje między Żydami a Polakami były bardzo przyjazne, choć w czasach kryzysu ekonomicznego pojawiały się napięcia. Kiedy 6 września 1939 roku Kraków zajęli naziści, rozpoczęły się prześladowania Żydów. W marcu 1941 roku na ubogim Podgórzu utworzono getto, do którego przesiedlono kilka tysięcy ludzi. Żydzi byli zmuszani do życia w odizolowanym rejonie, poddawani ciężkiej pracy i źle traktowani. W czerwcu 1942 roku część osób deportowano do obozu zagłady w Bełżcu, a pozostałych wymordowano w październiku podczas ostatecznej likwidacji getta.
Oprócz masowych egzekucji i tworzenia getta okupanci niemieccy podsycali wrogość wobec Żydów wśród przedstawicieli innych narodowości. Antyżydowską propagandę wspierała polskojęzyczna prasa, a na każdym kroku umieszczano plakaty i wystawy propagandowe. Na drzwiach instytucji publicznych pojawiały się tabliczki z napisem: „Psom i Żydom wstęp wzbroniony”.
Nastroje powojenne w Krakowie

Niewielu Żydom udało się przeżyć. Po wojnie wracali oni do swoich domów. Pod koniec lutego 1945 roku w Krakowie zarejestrowało się 1500 osób narodowości żydowskiej, a latem ich liczba wzrosła do kilku tysięcy. Reakcje Polaków były różne – jedni cieszyli się z powrotu dawnych przyjaciół i znajomych, inni okazywali oburzenie. Badacze twierdzą, że negatywne nastawienie było skutkiem nazistowskiej polityki. Dodatkowo sytuację pogarszały nierozwiązane kwestie polityczne, wysoki poziom przestępczości, uprzedzenia etniczne oraz szerzenie różnych plotek, szczególnie przez najbiedniejsze warstwy społeczeństwa. Historyk Julian Kwiek dowiódł, że przejawy wrogości wobec żydowskich społeczności występowały we wszystkich grupach społecznych, niezależnie od ich poglądów politycznych.
Antysemityzm obecny był w administracji, służbach bezpieczeństwa, policji, a także w szeregach Polskiej Partii Robotniczej, nie wspominając o zwykłych obywatelach. Z niezrozumiałych powodów Żydów utożsamiano z komunistyczną władzą, mimo że większość krakowian miała negatywny stosunek do nowych rządzących. Iskrą, która zapoczątkowała krwawe wydarzenia 11 sierpnia 1945 roku, były pogłoski o mordach rytualnych. Rozpowszechniły się one po odnalezieniu w Rzeszowie ciała dziewięcioletniej Bronisławy Mendoń. O dokonanie zbrodni podejrzewano jednego z lokatorów żydowskiego pochodzenia mieszkającego w pobliskim budynku.
Początek pogromów

Badacze ustalili, że pogłoski o rytualnych mordach dwunastu chrześcijańskich dzieci zaczęły się szerzyć na długo przed 11 sierpnia. W Krakowie narastało napięcie, a wraz z nim agresja. Po tym, jak 27 lipca policja zatrzymała kobietę podejrzewaną o porwanie dziecka, plotki o tym, że Żydzi porywają polskie dzieci, zaczęły rozprzestrzeniać się w zawrotnym tempie. W rzeczywistości incydent ten nie miał żadnego związku z Żydami.
Sobotnie modlitwy w synagodze przy ulicy Miodowej zaczęły być zakłócane aktami agresji – w okna leciały kamienie, a nieznani ludzie próbowali wtargnąć do budynku. 11 sierpnia również zaczęło się od rzucania kamieniami. Pierwszy atak nastąpił około godziny 11:00 rano, ale jeden z wiernych zdołał uspokoić napastników. Drugi atak miał miejsce godzinę później. Strażnik synagogi i obecni żołnierze próbowali zatrzymać chłopca, który rzucał kamieniami, ale ten uciekł, krzycząc, że Żydzi chcą go zabić, bo widział ciała zamordowanych dzieci. Według innej wersji to chłopiec sam wtargnął do synagogi, a jeszcze inna mówi, że jeden z obecnych Żydów wyszedł i uderzył chłopca.
Jak potoczyły się wydarzenia?

Krzyki nieznanego chłopca wzburzyły przechodniów, a fala oburzenia dotarła na pobliski rynek. Reakcja była gwałtowna – kilkutysięczny tłum otoczył synagogę oraz pobliski żydowski schron. Krakowianie zaczęli demolować te budynki, niszczyć zwoje Tory i książki religijne, a także bić Żydów. Świadkowie twierdzili, że w atakach uczestniczyli policjanci i żołnierze, którzy jednocześnie przeszukiwali budynki, rzekomo szukając broni i ciał dzieci. Kilka grup napastników wtargnęło również do mieszkań Żydów w okolicy, gdzie atakowano i grabiono. Tych, którzy próbowali bronić ofiar, również brutalnie bito. Świadkowie słyszeli strzały, a ktoś krzyknął, że Żydzi zabijają policjantów, co dodatkowo podsyciło wściekłość napastników.
Udział żołnierzy i oficerów utwierdził ludzi w przekonaniu, że ich działania są bezkarne i słuszne. Zbiorowy psychiczny obłęd i histeryczne nastroje podsycały okrzyki antysemickie, takie jak „Chcemy wymordować wszystkich Żydów!”. W ciągu dnia podpalono synagogę. Badacze zauważają, że uczestnicy pogromu świadomie lub nieświadomie powtarzali działania nazistów z czasów okupacji. Udało się opanować sytuację dopiero wieczorem, kiedy interweniowała policja, służby bezpieczeństwa i wojsko. Większość aresztowanych uczestników ataku stanowili policjanci, żołnierze i mieszkańcy Kazimierza – dzielnicy Krakowa, zamieszkanej przez bezrobotnych osiedlających się w dawnych żydowskich mieszkaniach.
Skutki tragicznych wydarzeń

Dokładnej liczby ofiar nie udało się ustalić. Zachowane dane bardzo się różnią – od kilkudziesięciu do 150 osób. Ponieważ antyżydowska akcja objęła kilka ulic Kazimierza i Plac Wolnica, opanowanie sytuacji wymagało czasu. Napięcie i niepokój utrzymywały się w mieście przez kilka dni. W dokumentach badacze nie znaleźli informacji o tożsamości chłopca, który sprowokował zamieszki, ani o tym, czy działał samodzielnie, czy na czyjeś zlecenie. Brakuje też danych na temat przyczyn strzałów słyszanych po południu w rejonie ulic Dietla i Podbrzezie.
Nowa władza komunistyczna i reżimowa prasa ogłosiły, że za krakowskim pogromem stoją antykomunistyczne organizacje podziemne. W komentarzach potępiono „antysemickie incydenty”, a organizatorów nazwano „przestępczymi elementami reakcyjnymi”. Krakowski sąd uznał za winnych 14 osób, które skazano na kary od 1 do 7 lat więzienia.
Nie podano liczby zabitych podczas pogromu. Dokumenty archiwalne potwierdzają jedynie śmierć 56-letniej Róży Berger, którą zastrzelono w jej mieszkaniu przez zamknięte drzwi. Fragment zamka, który rozpadł się przy strzale, spowodował śmiertelne obrażenia. Historyk i socjolog Łukasz Krzyżanowski pisał, że istnieją dowody, iż sprawcą mógł być policjant z pobliskiego komisariatu. Choć wspomniano tylko o jednej kobiecie, na zdjęciach z pogrzebu widać pięć trumien.
Współczesne wnioski badaczy
Nie wspomniano o udziale żołnierzy i policjantów w pogromie, choć krakowianie dobrze to pamiętają. Historycy podkreślają, że po krakowskim pogromie nie znaleziono dowodów świadczących, iż antyżydowski atak został celowo sprowokowany. Wydaje się, że ówczesne władze miasta wraz z funkcjonariuszami bezpieczeństwa zniszczyły wszystkie ważne informacje zaraz po krwawej prowokacji. Pytanie, dlaczego to zrobiono i do czego miało to prowadzić, pozostaje bez odpowiedzi.