Imię Jana Karskiego zna cała Polska, a pamięć o nim czczona jest w wielu miastach kraju. Legendarny kurier Polskiego Państwa Podziemnego ryzykował życiem, przedzierając się przez punkty kontrolne i linię frontu w latach II wojny światowej. Jego książka „Historia Tajnego Państwa” stała się głosem dla przyszłych pokoleń – świadectwem, które do dziś porusza sumienia. W Krakowie również oddaje mu się należną cześć. Ławeczka działacza społeczno-politycznego Jana Karskiego stoi przy synagodze Remuh na Kazimierzu, a jego pomnik na Starym Mieście każdego roku przyciąga licznych mieszkańców i turystów, pisze portal krakowyes.eu.
Z Łodzi ku dyplomacji: pierwsze lekcje człowieczeństwa
Jan urodził się w 1914 roku w Łodzi jako Jan Kozielewski. Pochodził z niezamożnej rodziny: ojciec Stefan był rzemieślnikiem, a matka Walentyna dbała o dom. Początkowo uczył się w szkole jezuickiej, później w gimnazjum im. marszałka Piłsudskiego, gdzie nawiązał liczne przyjaźnie z żydowskimi rówieśnikami. Doświadczenia te ukształtowały jego światopogląd. Po maturze podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Lwowskim, łącząc je z praktykami dyplomatycznymi w Rumunii, Niemczech, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. W 1938 roku, z najlepszym wynikiem z egzaminu konsularnego, rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tam młody dyplomata po raz pierwszy zetknął się z bezduszną polityką urzędową, nie wiedząc jeszcze, że jego karierę przerwie wybuch wojny.
Jak chłopak z Łodzi stał się legendą podziemia

Jako absolwent szkoły podchorążych artylerii, Jan służył w 5. Dywizjonie Artylerii Konnej w Oświęcimiu. Jego oddział przeszedł ciężki szlak bojowy, kończąc kampanię wrześniową klęską pod Zamościem. Podczas próby przebicia się na Węgry, Jan dostał się do niewoli radzieckiej w okolicach Bełżca. Dzięki sprytowi uratował życie – zerwał naramienniki oficerskie i podał się za zwykłego żołnierza. Został włączony do wymiany jeńców między ZSRR a Niemcami i trafił do obozu w Radomiu. Wielu jego kolegów oficerów, którzy pozostali w rękach Sowietów, zginęło później w Katyniu.
Po brawurowej ucieczce z transportu Jan dotarł do Warszawy. Tam jego brat Marian wprowadził go do konspiracji. Za jego rekomendacją Jan nawiązał kontakt z otoczeniem generała Władysława Sikorskiego. To właśnie wtedy narodził się „Karski” – pseudonim używany w podziemiu Warszawy i Krakowa, który po wojnie stał się jego nazwiskiem.
Tajny wysłannik: kurier, który widział wszystko

Jan otrzymał misję rozpoznania sytuacji na terenach pod okupacją niemiecką i radziecką. Wizyty w Łodzi, Krakowie, Lublinie i Lwowie pozwoliły mu stworzyć precyzyjny obraz rzeczywistości. Wraz z bratem przygotował raport, który trafił do rządu RP na uchodźstwie. Pierwszą wielką misję kurierską do Francji rozpoczął w styczniu 1940 roku. W Angers przedstawił szczegółowe sprawozdanie: opisał nastroje społeczne, struktury podziemia oraz tragiczne położenie Żydów, podkreślając bezwzględność hitlerowskich represji.
Karski był kimś więcej niż kurierem – był „żywym archiwum” struktur Podziemnego Państwa Polskiego. W rozmowach z politykami w Paryżu nazywał siebie „kanałem łączności i strażnikiem tajemnic”. Jego rzetelność i obiektywizm zyskały uznanie samego generała Sikorskiego, choć jego raporty o stosunkach polsko-żydowskich bywały poddawane cenzurze ze względu na ich bolesną szczerość.
Karski w konspiracyjnym Krakowie

Druga misja Karskiego zakończyła się tragicznie już na starcie. Został aresztowany na Słowacji i przekazany gestapo. Poddany brutalnym torturom, w obawie przed ujawnieniem tajemnic, próbował popełnić samobójstwo. Uratowany przez Niemców, trafił do szpitala w Nowym Sączu. Stamtąd, dzięki brawurowej akcji Związku Walki Zbrojnej i krakowskich socjalistów, udało mu się zbiec. Przez kolejne pół roku dochodził do zdrowia w ukryciu.
W 1941 roku wrócił do pracy w Biurze Informacji i Propagandy ZWZ. W Krakowie zajmował się analizą prasy podziemnej, monitorowaniem stacji radiowych oraz utrzymywaniem łączności między dowództwem a różnymi ośrodkami politycznymi. Karski doskonale znał niuanse życia politycznego kraju, co czyniło go emisariuszem idealnym.
„Żywa płyta gramofonowa” w Londynie

W 1942 roku Karski wyruszył z najważniejszą misją do Londynu. Miał przekazać aliantom prawdę o eksterminacji Żydów. Aby być wiarygodnym świadkiem, dwukrotnie przedostał się do warszawskiego getta oraz do obozu przejściowego w Izbicy. W Londynie rozmawiał z najważniejszymi politykami świata, a za swoje zasługi został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari.
Nazywał siebie „żywą płytą gramofonową”, powtarzając prośby żydowskich liderów o ratunek. Chociaż jego raporty nie wywołały natychmiastowej reakcji mocarstw, Karski zrobił wszystko, co było w mocy jednego człowieka, by świat dowiedział się o Holokauście.
Świadek, który nigdy nie zamilkł

W 1944 roku Karski trafił do USA. Tam napisał „Historię Tajnego Państwa”, która sprzedała się w nakładzie 400 000 egzemplarzy, stając się bestsellerem. Po wojnie pozostał w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez lata pracował jako profesor na Uniwersytecie Georgetown. Pamięć o nim w Krakowie jest wciąż żywa – меmoriałowe tablice i programy edukacyjne przypominają o człowieku, który nie bał się patrzeć złu w oczy.
Jan Karski zmarł w wieku 86 lat, pozostawiając po sobie lekcję odwagi i moralnej odpowiedzialności. Jego historia przypomina, że nawet w czasach największej ciemności można pozostać wiernym zasadom wolności, sprawiedliwości i ludzkiego współczucia.