Najstraszniejszą rzeczą, jaką może przeżyć ludzkość, jest zdecydowanie wojna… Rzecz, która uosabia tysiące ofiar śmiertelnych, nieustające syreny, ciągłe ostrzały, głośne eksplozje i okupację wroga. To przykre, ale fakt: podczas jednego z największych konfliktów zbrojnych, czyli II wojny światowej, miliony ludzi z różnych krajów i miast poznały wszystkie powyższe pojęcia, w tym to, jak wyglądało życie podczas wojny. Mieszkańcy Krakowa nie są tu wyjątkiem. Więcej o zajęciu miasta przez Niemców i o tym, jak miasto żyło w latach 1939-1945, można przeczytać w poniższym artykule na stronie krakowyes.eu.
Okupacja Krakowa

1 września 1939 roku był najtragiczniejszym dniem dla wszystkich, których los zmieniła II wojna światowa: to właśnie wtedy niemiecka armia przeszła od zwykłego planowania do bezpośredniej realizacji swoich agresywnych planów. Polskie miasta jako pierwsze uczestniczyły w walkach. Naziści dotarli do Krakowa szóstego dnia po wybuchu wojny, ale bomby i rakiety leciały na miasto już od 1 września. Nie ulega wątpliwości, że taka atmosfera wywołała ogromną panikę wśród mieszkańców, więc dziesiątki tysięcy krakowian zaczęło opuszczać swoje domy natychmiast po tym, jak na własne oczy zobaczyli skutki nadejścia wroga. Warto zauważyć, że wielu przedstawicieli władz, kierownictwa wojewódzkiego, urzędników i służb specjalnych, takich jak strażacy, funkcjonariusze organów ścigania i ratownicy medyczni, jako jedni z pierwszych opuścili miasto.
Oczywiście nie tylko z tego powodu ale również przez ten fakt Kraków upadł w trzy dni: 6 września 1939 roku wojska niemieckie dowodzone przez W. Lista spacerowały już po centrum miasta, a wojsko polskie pod dowództwem generała Antoniego Szyllinga zostało zmuszone do wycofania się. Dla mieszkańców Krakowa była to oczywiście tragedia, ale dla nazistów święto. Na cześć swojego zwycięstwa okupanci natychmiast zebrali mieszkańców w centrum miasta i uroczyście ogłosili, że są teraz właścicielami miasta. W ten sposób rozpoczęło się długie 5 lat, 4 miesiące i 12 dni okupacji, które oczywiście nie minęły bez śladu dla mieszkańców Krakowa.
Krzyż stolicy Generalnego Gubernatorstwa

Pierwszą rzeczą, jaką zrobili naziści po zajęciu Krakowa, było ogłoszenie miasta stolicą Generalnego Gubernatorstwa, tymczasowej jednostki administracyjnej i terytorialnej ustanowionej przez niemieckich przedstawicieli na okupowanych ziemiach. Miało to dla miasta dwie strony medalu. Z pozytywnej strony, naziści w ogóle go nie dotykali: w porównaniu z innymi miejscami, które zostały całkowicie zniszczone, Kraków wyglądał jak zwykłe miasto, tak jak przed wojną. Jedynymi śladami wydarzeń z września 1939 roku były lotnisko, wojskowa radiostacja, dworzec kolejowy i kościół św. Floriana, które zostały zbombardowane na początku wojny.
Z negatywnej strony, miasto było pełne Niemców. Wszyscy ważni ludzie dla nazistów zostali przeprowadzeni do nowo utworzonej stolicy. Co więcej, nawet przeciętna ludność była namawiana do przeprowadzki, ponieważ, jak mówiono, Kraków nie był Polską, ale miastem o starożytnych niemieckich korzeniach – była to wroga propaganda, za pomocą której okupanci uzasadniali swoje „dobre” nastawienie do wybranej stolicy. To „dobre” nastawienie nie dotyczyło jednak mieszkańców Krakowa.
Największą tragedią okupacji dla miejscowej ludności było przymusowe wysiedlenie jej z domów w celu ustąpienia miejsca przedstawicielom okupanta. Dla porównania: przed II wojną światową w Krakowie mieszkało na stałe około tysiąca Niemców, a w 1944 roku ich liczba wynosiła już ponad 50 000. Naziści zamienili życie tych krakowian, którzy mieli szczęście pozostać w domu, w piekło, ponieważ, jak napisał jeden z historyków, ” okupanci traktowali Polaków głośno, agresywnie i brutalnie”.
Okupacja: co się zmieniło dla mieszkańców Krakowa?

Po pierwsze, jak już wspomnieliśmy, miejscowa ludność została pozbawiona swoich domów i ogólnie prawa do życia tam, gdzie chciała. W końcu miasto zostało warunkowo podzielone na trzy strefy: niemiecką, mieszaną i polską, i podczas gdy Niemcy mogli przechodzić na drugą stronę, Polacy mieli surowy zakaz. W 1942 r. „wielka migracja” osiągnęła swój szczyt absurdu, ponieważ emigracja pozostawiła krakowian bez miejsca w ich małej ojczyźnie. Wysyłano ich więc do życia poza rodzinnym miastem – do Wieliczki, Myślenice i innych pobliskich miejscowości.
Ponadto okupanci nie postrzegali mieszkańców Krakowa jako ludzi, ale jako siłę roboczą. Miejscowi byli zmuszani do pracy tylko dla Niemców, do pracy nadgodzinowej, i w żadnym wypadku nie mogli prowadzić własnej działalności gospodarczej. Najgorsze jest jednak to, że tak ciężka praca nie była w ogóle opłacana. A nawet jeśli płacono, to w skromnych kwotach, których bardzo brakowało na życie. Krótko mówiąc, okupanci postępowali zgodnie z rozkazem Hansa Franka: „Polak musi czuć, że jego jedynym obowiązkiem jest praca i tylko praca”.
Mieszkańcom Krakowa oczywiście nie wolno było robić niczego, co byłoby sprzeczne z wolą okupantów. Nie daj Boże, jeśli spotkało się kogoś czytającego polską prasę lub podejrzewano kogoś o organizowanie protestów, natychmiast był rozstrzał. Ale i tak najgorzej mieli miejscowi Żydzi, ponieważ Niemcy nienawidzili ich w szczególny sposób ze względu na swoją politykę rasowego antysemityzmu.

Nienawidzili ich tak bardzo, że pragnęli tylko jednego: całkowitej zagłady. Aby to osiągnąć, okupanci podzielili całą populację żydowską, która w Krakowie liczyła około 60-80 tysięcy, na tych, którzy nadawali się do pracy i tych, którzy mieli zostać zabici. W marcu 1941 roku druga kohorta została przeniesiona do getta, czyli specjalnie wydzielonej części miasta, w której mieszkali wyłącznie Żydzi: w Krakowie była to dzielnica Podgórze. Warunki tam panujące oczywiście pozostawiały wiele do życzenia: mało miejsca, dużo ludzi, brud i kompletny brak higieny. Tak żyło 15 000 krakowskich Żydów do marca 1943 roku. Następnie getto zostało zlikwidowane: 8 000 z nich, uznanych przez Niemców za zdolnych do pracy, wywieziono do obozu koncentracyjnego w Płaszowie, a 2 000 niezdolnych rozstrzelano na ulicach miasta.
Całkowita dezorientacja

Wspomnieliśmy już powyżej, że naziści, po zdobyciu Krakowa, wymyślili sobie legendę, że nie było to polskie miasto, lecz starożytne niemieckie. Nie wiadomo skąd wzięła się ta legenda, ani jak okupanci ją wymyślili. Aby jednak wszyscy, nawet oni sami, uwierzyli w to stwierdzenie, okupanci stworzyli specjalny instytut historyczny, który miał znaleźć dowody na te słowa, a także zaczęli działać na miejscu, aby fikcja wyglądała wiarygodnie.
Według ówczesnej propagandy wszyscy krakowianie byli uważani za rdzennych Niemców. To zabawne, ale aby zaklasyfikować Polaków jako inną narodowość, wystarczyło mieć nazwisko lub wygląd, który w mniemaniu krótkowzrocznych nazistów pozwalał zaklasyfikować ich jako Niemców… Ponadto od 1940 roku okupanci zmienili nazwy niemal wszystkich ulic w Krakowie. Oczywiste jest, że zamiast polskich nazw pojawiły się niemieckie: na przykład Plac Rynkowy stał się Placem Adolfa Hitlera. Podobny los spotkał herb miasta – wizerunek białego orła na tle został zastąpiony swastyką; a nawet nazwa miejscowości – Kraków została zmieniona na Krakau.
Głód w Krakowie

W czasie okupacji żywność była wydawana mieszkańcom Krakowa na kartki. System ten był jednak na tyle niedoskonały, że tylko częściowo zapewniał ludziom odpowiednią ilość żywności. Czy Niemcy się tym przejmowali? Nie. Czy Polaków to przejmowało? Tak. Dlatego, aby uniknąć śmierci głodowej, mieszkańcy Krakowa starali się w jakiś sposób znaleźć dodatkowe wyżywienie. Udało im się to dzięki pracy tzw. czarnego rynku. Udało się to jednak tylko nielicznym, ponieważ ceny żywności na nielegalnych targowiskach były niebotycznie wysokie. Choć i tak były już niebotyczne: od 1939 do 1944 roku ceny wzrosły 72-krotnie. W rezultacie mieszkańcy Krakowa nie jedli wystarczająco dużo, co przyczyniło się do rozprzestrzeniania się różnych chorób wśród ludności, a ostatecznie do wzrostu śmiertelności.
Nie możemy nie zauważyć, że każdy, kto znalazł się pod niemiecką okupacją, żył (a raczej przeżywał) w podobnych warunkach. To jest więc prawdziwe oblicze faszyzmu: okrutne, bezduszne i krwawe.