Wiosną 2024 roku Kraków, miasto królów i poetów, znalazł się na rozdrożu. Po ponad dwóch dekadach nieprzerwanych rządów Jacka Majchrowskiego mieszkańcy po raz pierwszy od dawna dostali realną szansę na nowy początek. Niektórzy obawiali się, że zmiana przyniesie chaos, inni z nadzieją patrzyli w przyszłość. Ostatecznie Kraków wybrał. Zwycięzcą wyborów został Aleksander Miszalski – poseł na Sejm z Platformy Obywatelskiej, człowiek w mieście dobrze znany, choć do ostatniej chwili niepostrzegany jako główny pretendent do władzy. To właśnie w pewnym sensie zadecydowało o jego przewadze, pisze krakowyes.eu.
Z miłości do rodzinnego Krakowa

Aleksander Miszalski urodził się w marcu 1976 roku w Krakowie – mieście, z którym nigdy nie zerwał więzi. Jego matka była wykładowczynią, ojciec inżynierem. Od dziecka wychowywał się w środowisku, gdzie ceniono rozum, pracę i odpowiedzialność. Studiował prawo, stosunki międzynarodowe oraz zarządzanie na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Jego droga do polityki nie była obliczona na szybką karierę. Wręcz przeciwnie, Aleksander zaczynał od małych kroków – lokalnych inicjatyw, zaangażowania w życie dzielnic, wspierania projektów społecznych. W 2010 roku został radnym miasta, koncentrując się na kwestiach transportu, ekologii, dostępności i przejrzystości administracji. Mimo że w 2019 roku wybrano go do Sejmu, młody polityk nie oderwał się od Krakowa: brał udział w lokalnych dyskusjach, nie unikał trudnych tematów.
Uczciwość zamiast haseł
Kampania wyborcza Miszalskiego była zaprzeczeniem typowego polskiego spektaklu politycznego – bez głośnych fajerwerków, wyolbrzymionych obietnic czy populistycznych manifestów. Kandydat na prezydenta mówił o codzienności: komunikacji miejskiej, zabudowie, terenach zielonych, mieszkaniach dla młodych, cenach najmu, przedszkolach. W debatach polityk nie atakował, lecz wyjaśniał; jego styl był antypolityczny, i to zadziałało. W drugiej turze wyborów Miszalski odniósł zwycięstwo, które wielu mieszkańców określiło jako głosowanie nie tyle na konkretną osobę, ile na inne podejście do miasta.
Formuła miasta Miszalskiego

Jedną z głównych wartości, które zadeklarował ten polityk, była idea Krakowa jako domu – nie areny dla biznesu czy rozrywki, lecz przestrzeni do godnego życia. W 2025 roku, dzięki Miszalskiemu, zaczęła działać nowa strefa ekologiczna: starym samochodom z silnikiem Diesla zabroniono wjazdu do centrum miasta. Decyzja nie była łatwa – protestowali kierowcy, przedsiębiorcy, a nawet część radnych. Ale prezydent nie ustąpił. Zamiast tego wprowadził ulgi: zniżki na transport publiczny, programy zakupu rowerów elektrycznych, nowe trasy rowerowe. Sam Miszalski przyjechał na otwarcie tej strefy na rowerze. Bez obstawy i bez kamer.
Realizacją kolejnej obietnicy pana Aleksandra stała się walka z „betonozą” Krakowa. W mieście nagromadziło się mnóstwo kontrowersyjnych pozwoleń na budowę: w zielonych strefach, historycznych dzielnicach, nad brzegami Wisły. Nowy prezydent rozpoczął rewizję inwestycji; dziesiątki projektów zostały zamrożone, zasady planowania przestrzennego zmieniono, wprowadzono ograniczenia dla deweloperów. Miszalski oświadczył, że miasto jest przestrzenią życia, a nie towarem, dlatego budować trzeba nie więcej, lecz lepiej. I tę decyzję poparli mieszkańcy.
Kurs na zmiany

Program Aleksandra Miszalskiego przewidywał jeszcze jeden rewolucyjny krok – cyfryzację. Kilka miesięcy po wyborach Miszalski uruchomił „Kraków 2.0” – uniwersalną aplikację dla mieszkańców. Parkowanie, transport, opłaty podatkowe, opinie, skargi – wszystko stało się dostępne za kilka kliknięć. Budżet miasta z pliku PDF na stronie internetowej przekształcił się w interaktywną wizualizację, dzięki której każdy krakowianin mógł zobaczyć, dokąd idą pieniądze podatników. Aleksander Miszalski nie ukrywał też swojej deklaracji majątkowej.
Ważne kroki podjął ten polityk w rozwiązaniu jednego z palących problemów Krakowa – wysokich cen najmu, szczególnie dla młodych specjalistów. Miszalski postanowił nie bawić się w grandiozne projekty z miliardowymi obietnicami, lecz uruchomił prosty i precyzyjny program miejskiego współfinansowania najmu dla młodych rodzin. Zainicjował podatek od krótkoterminowego wynajmu mieszkań (typu Airbnb), a uzyskane środki przeznaczył na wsparcie niezależnych teatrów, wystaw i miejskich artystów.
Ponadto Miszalski uruchomił w Krakowie poetyckie wagony artystyczne, a na placach pojawiły się oryginalne performance i instalacje. W ten sposób przestrzeń miasta ponownie stała się platformą wyrazu. Faktycznie, wybrany prezydent zdołał połączyć stanowczość reformatora z lekkością współczesnego komunikatora, wykorzystując własne ambicje nie do autopromocji, lecz dla dobra rodzinnego miasta.
Życie osobiste bez dramy

Mimo publicznej roli, prezydent Krakowa jest dość powściągliwy w kwestii swojego życia prywatnego. Wiadomo, że jest żonaty, ma syna i mieszka w zwykłym bloku niedaleko centrum Krakowa. W weekendy często spaceruje sam lub z rodziną. Nie wstydzi się zatrzymać przy kawiarni, porozmawiać ze sprzedawcą gazet czy zrobić sobie zdjęcie z przypadkowym turystą. Te szczegóły, choć drobne, tworzą obraz nie tyle lidera politycznego, ile żywego człowieka. Być może właśnie tego brakowało w wizerunku władz miasta – szczerości, obecności, ludzkości.
Jak smok zniknął z Wawelu

Krakowianie na długo zapamiętali oryginalny chwyt PR-owy Miszalskiego z maja 2025 roku. Na oficjalnej stronie miasta ogłoszono, że zniknął wielowiekowy symbol Krakowa – Smok Wawelski, a informację potwierdził podpis prezydenta. Zaprezentowano zdjęcie bez rzeźby. Pojawił się także post pana Aleksandra w mediach społecznościowych z prośbą o osobiste poinformowanie prezydenta, jeśli ktoś zobaczy smoka. Na kilka godzin w Krakowie zapanowała dziwaczna mieszanka paniki i ekscytacji. Jedni biegli na Wawel – sprawdzić, czy brązowa rzeźba rzeczywiście zniknęła, inni pilnie odświeżali strony w mediach społecznościowych, aby upewnić się, że to nie żart.
Okazało się, że brązowy smok jest na miejscu, a wiadomość to starannie wyreżyserowana akcja władz miasta, które postanowiły wesprzeć Polskę na Konkursie Piosenki Eurowizji. Dokładnie – polską uczestniczkę Gają Górską, którą w 2025 roku wysłano na konkurs, aby broniła honoru kraju. Wizerunek smoka usunięto ze zdjęcia za pomocą nowoczesnych technologii. Następnie Miszalski napisał, że otrzymał list od porywaczy, którzy żądali głosów na Gają. Idea była prosta i genialna jednocześnie – uczynić Smoka Krakowskiego bohaterem mediów społecznościowych, a wybory na Eurowizji – interaktywną przygodą.
Prezydent, który wypuścił smoka

To nie była tylko akcja PR-owa, lecz miejski cud storytellingowy. W ciągu zaledwie kilku godzin wiadomość o zniknięciu smoka rozeszła się po krajowych mediach, turyści zaczęli szukać smoka we własnych archiwach zdjęć, a dzieci nagrywały filmy z poszukiwań. Nawiasem mówiąc, Gaja podziękowała prezydentowi za „magiczną mobilizację”. Dla Krakowa ta historia stała się czymś więcej niż żartem. Przypomniała, że miasto to nie tylko kamienie, muzea i wieże, ale także mit, który można i trzeba ożywiać.
Miszalski, znany ze swojej powściągliwości, nagle objawił się z innej strony, demonstrując, jak mitologia może służyć współczesności. W czasach, gdy politycy zazwyczaj unikają żartów, bojąc się utraty wizerunku, prezydent Krakowa postąpił inaczej i wygrał. Postawił bowiem na krakowską kulturę, gdzie historia, humor, mistyka i szczerość zawsze są ze sobą ściśle splecione. Później gazety pisały, że być może po historii ze smokiem Kraków doczeka się całej serii miejskich przygód – z questami QR, wirtualnymi skarbami czy nawet festiwalem ognia na ulicach Starego Miasta.
Lekcja Krakowa

Historia Aleksandra Miszalskiego to nie tylko opowieść o udanej kampanii. To historia zaufania, gdzie zmiany stały się nie hasłem, lecz faktem. Miszalski udowodnił, że nie jest rewolucjonistą, lecz dobrym reformatorem systemowym, który stara się działać stopniowo, poprzez przekonywanie, a nie gwałtowne zrywy. Jego prezydenturę niektórzy dziennikarze nazwali już ewolucją, której potrzebowała współczesna europejska metropolia. Cóż, być może w czasach, gdy polityka bardziej przypomina grę o nieufność, Kraków wysłał ważny sygnał nie tylko dla Polski, ale i dla wielu krajów Europy: czasem wystarczy, by jeden uczciwy głos zabrzmiał wystarczająco głośno, a miasto się zmieni. A potem krok po kroku zaczyna się nowa gra i nowa era.