poniedziałek, 16 lutego, 2026

Tajemnica Cmentarza Rakowickiego: rozstrzelani Ukraińcy

Cmentarz Rakowicki w Krakowie, założony jeszcze w 1803 roku, od dawna pełni rolę głównej nekropolii miasta – to milcząca, kamienna księga, na której kartach splotły się losy różnych narodów i epok, zauważa portal krakowyes.eu. W 1920 roku cmentarz powiększono: w sąsiedztwie powstała kwatera wojskowa, którą krakowianie zwyczajowo nazywają cmentarzem przy ulicy Prądnickiej. To właśnie tam polski badacz Eugeniusz Misiło odkrył to, o czym przez dziesięciolecia milczały kamienie i wiatr – miejsca spoczynku 53 Ukraińców, rozstrzelanych w murach komunistycznego więzienia Montelupich oraz w obozie w Jaworznie, pisze krakowyes.eu.

Od historii do dokumentów

Zdjęcie: Więźniowie Montelupich

Oficjalnie „Jaworzno” figurowało jako Centralny Obóz Pracy. Jednak za gładką fasadą urzędniczych słów kryła się zupełnie inna rzeczywistość. Nie było to miejsce pracy, lecz cierpienia – centralna katownia stworzona na ruinach pozostawionych przez poprzednich okupantów. Podczas II wojny światowej naziści zorganizowali tam filię obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po upadku III Rzeszy baraki nie opustoszały: nowa polska władza komunistyczna zaczęła z nich korzystać jeszcze przed oficjalną kapitulacją Niemiec. Zwożono tam Ślązaków, niemieckich cywilów, jeńców wojennych, członków polskiego zbrojnego podziemia antykomunistycznego, a później – w latach 1949–1950 – nawet młodocianych przestępców.

Dla Ukraińców miejsce to stało się symbolem milczenia trwającego całe dekady. O represjach i obozie w Jaworznie Polacy wiedzieli, lecz bano się o tym głośno mówić. Podobnie jak o Wielkim Głodzi na Ukrainie, o Jaworznie nie pisano, nie wspominano, temat ten nie istniał w przestrzeni publicznej. Dopiero po upadku reżimu komunistycznego prawda zaczęła wychodzić na światło dzienne. Pierwszym znakiem przywracania pamięci było uroczyste nabożeństwo 27 września 1992 roku – publiczny hołd oddany zamęczonym Polakom i Ukraińcom. W Jaworznie zgromadziły się rodziny ofiar, byli więźniowie obozu oraz przedstawiciele społeczności ukraińskiej. Ten dzień stał się symbolem odzyskanej godności, a od tego czasu modlitwa za ofiary reżimu komunistycznego stała się coroczną tradycją.

Poszukiwacz prawdy o przeszłości

Szczególne miejsce w historii tej tragedii zajmuje Eugeniusz Misiło – polski historyk i archiwista ukraińskiego pochodzenia, dyrektor prywatnego Archiwum Ukraińskiego w Warszawie. Jego przodkowie pochodzili z Ziemi Przemyskiej, skąd zostali deportowani w ramach akcji „Wisła” do województwa warmińsko-mazurskiego. Misiło dorastał w cieniu bolesnej historii i poświęcił swoje życie, by przywrócić głos tym, których próbowano pozbawić nawet imienia. Badał zbrodnie popełnione na Ukraińcach w Polsce w czasie II wojny światowej i po niej, dokumentował deportacje, przeszukiwał archiwa, które przez długi czas pozostawały utajnione.

Praca nad książką o obozie w Jaworznie zaprowadziła badacza w 2019 roku na Cmentarz Rakowicki w Krakowie. Tam natrafił na ślady pochówku 53 Ukraińców, rozstrzelanych po torturach i przesłuchaniach. W wywiadach historyk przyznawał, że pisze z szacunku do prawdy, z miłości do historii i wiary w to, że pamięć jest ostatnim bastionem godności. Przez lata zbierał wspomnienia świadków, odtwarzał losy uczestników ukraińskiego podziemia – zarówno tych, którzy zginęli, jak i tych skazanych na karę śmierci w komunistycznych więzieniach. Jego prace przywróciły pamięć o wielu Ukraińcach i Polakach zamęczonych w Jaworznie.

Życie i śmierć

Udało się ustalić, że w czerwcu 1947 roku do Jaworzna przywieziono pierwszych 16 Ukraińców. W ciężarówce więźniów rozmieszczono tak, by nie mogli się wzajemnie widzieć, konwojowali ich żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W obozie celowo rozpuszczono plotkę, jakoby była to pierwsza grupa Ukraińców przeznaczonych do zwolnienia. W ten sposób władza tłumiła panikę i łamała wolę oporu. W rzeczywistości była to pierwsza grupa aresztowanych, których po brutalnym śledztwie przeprowadzonym w obozie wysłano do Krakowa na proces. O wolności nie było mowy. Na więźniów czekały tortury, wieloletnie więzienie i śmierć.

Były więzień tego obozu, wieloletni prezes Związku Ukraińców-Więźniów Politycznych Józef Mica, któremu udało się przeżyć, po latach złożył zeznania przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej. Wspominał, jak zabrano go na Montelupich, gdzie odbył się proces. Rozprawa trwała około pół godziny na czterech oskarżonych. Przywieziono ich wówczas 35, a przeżyć zdołało zaledwie trzech lub pięciu.

Sądy wojskowe i „sprawy UPA”

Później z Jaworzna do Krakowa przywieziono drugą grupę – 28 wycieńczonych ludzi. Następnie transporty odbywały się regularnie przez kilka dni. I tak 2 lipca 1947 roku dowieziono 62 więźniów, 12 lipca – 36, 29 lipca – 63, a 22 sierpnia – kolejnych 25. Już w sierpniu 1947 roku przez bramy obozu przeszła największa grupa – 75 nieszczęśników. Wrzesień stał się miesiącem masowych procesów: wówczas przed sądem stanęło 219 więźniów obozu. Łącznie w ciągu kilku miesięcy z Jaworzna wywieziono do Krakowa co najmniej 560 osób, w tym 90 kobiet – matek, córek, sióstr, które nie popełniły żadnego przestępstwa poza tym, że urodziły się Ukrainkami w strasznych czasach.

Mimo że wszyscy byli cywilami, sądził ich Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie. Tak stanowiło ówczesne polskie prawo komunistyczne, według którego jurysdykcji sądów wojskowych podlegali także cywile oskarżeni o przynależność lub współpracę z podziemnymi grupami zbrojnymi lub organizacjami politycznymi. W przypadku Ukraińców najczęstszym zarzutem była współpraca z Ukraińską Powstańczą Armią – lub, jak cynicznie pisano w aktach sądowych, „z bandami UPA”.

Udało się ustalić nazwiska 53 Ukraińców, na których wykonano wyroki śmierci. Egzekucje przeprowadzano w piwnicach więzienia przy ulicy Montelupich. Polskich i ukraińskich patriotów zabijano tak zwanym „strzałem katyńskim”: kulą w tył głowy. Ich ciała nierzadko zakopywano w zbiorowych mogiłach, jakby chciano wymazać sam fakt istnienia tych ludzi.

Bezimienne groby i tajemnica pochówków

Mimo wieloletnich badań, Eugeniuszowi Misiło brakowało najważniejszego ogniwa – informacji o miejscach pochówku rozstrzelanych. I nie tylko tych straconych w Krakowie, ale również skazanych na śmierć przez sądy wojskowe w Przemyślu, Lublinie, Warszawie czy Olsztynie. Wszyscy ci ludzie zniknęli bez śladu w mroku komunistycznego terroru. Przełom nastąpił niespodziewanie: w aktach jednego ze skazanych Misiło odnalazł dokumenty, które uchyliły rąbka strasznej tajemnicy. Pierwszym z nich było pismo naczelnika więzienia Montelupich, porucznika Bolesława Kubackiego, do Urzędu Stanu Cywilnego w Krakowie. Informował on, że 9 lipca 1947 roku w więzieniu zmarli Ukraińcy: Michał Maczyszyn, Franciszek Zubalski, Włodzimierz Pankiewicz, Mikołaj Serebriany i Michał Stadnicki. Wszyscy byli więźniami Jaworzna.

Inne pismo, datowane na 19 lipca 1947 roku, jest jeszcze bardziej przerażające w swojej urzędowej oschłości. Naczelnik więzienia prosił w nim o zapewnienie transportu do przewozu ciał zmarłych więźniów: Grzegorza Andrusieczko, Józefa Kozłowskiego, Iwana Łajkosza, Józefa Meniów, Stefana Pawliwa, Włodzimierza Prystaja i Daniła Tkacza. Później okazało się, że ci więźniowie Jaworzna byli mieszkańcami wsi Hołuczków w powiecie sanockim. Efektem podróży badacza do Krakowa i kilku dni żmudnych poszukiwań na Cmentarzu Rakowickim stała się opublikowana lista grobów ukraińskich więźniów obozu w Jaworznie, skazanych na karę śmierci.

Przywracanie prawdy historycznej

Dokumentację historyk sporządził na podstawie ksiąg cmentarnych oraz unikalnych akt odnalezionych w lokalnym archiwum, w szczególności oryginalnych kart zgonu. Wynikało z nich, że rozstrzelanych chowano na głównym cmentarzu przy ulicy Rakowickiej oraz na starym cmentarzu wojskowym przy ulicy Prądnickiej. Choć zlokalizowano wszystkie miejsca pochówku straconych w więzieniu Montelupich, same ich groby nie zachowały się. Powodem był brak opłat za ich utrzymanie. W konsekwencji, po upływie ustawowego okresu dwudziestu lat, większość kwater została przeznaczona pod nowe pochówki mieszkańców Krakowa.

Co więcej, część grobów zlikwidowano jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku; nieliczne przetrwały do 2009 roku. Administracja cmentarza potwierdziła przy tym, że w większości przypadków szczątków więźniów nie ekshumowano. Prawdopodobnie spoczywają one nadal pod nowymi nagrobkami. Jedynie w trzech wiarygodnie udokumentowanych przypadkach – Wasyla Buszkiewicza, Stefana Łysieczko i Antoniego Wojtko – ciała ekshumowano i przeniesiono do nowo powstałej krypty. Tam, we wspólnej bezimiennej mogile z napisem „Pamięci tych, co odeszli”, spoczywają również szczątki innych ekshumowanych patriotów.

Okazało się również, że nie wszystkich rozstrzelanych więźniów chowano od razu na Cmentarzu Rakowickim. Część ofiar najpierw przewożono do Zakładu Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ciała służyły do nauki studentom medycyny. W zakładzie przechowywano je od sześciu miesięcy do roku, po czym potajemnie transportowano na cmentarz i grzebano w bezimiennych dołach.

Od zapomnienia do upamiętnienia

Fundamentalna praca Eugeniusza Misiły poświęcona historii obozu w Jaworznie ukazała się w 2022 roku. Badacz zaprezentował w niej prawie 4000 biogramów więźniów, ponad 600 zdjęć, ogromny zbiór wspomnień i zeznań złożonych przed prokuratorami IPN. Nie pominął również planu obozu oraz wielu innych istotnych dokumentów i materiałów. Książkę tę można znaleźć i zamówić w internecie. Cały dochód ze sprzedaży autor zamierzał przeznaczyć na przygotowanie drugiego tomu monografii „Obóz Jaworzno”, w którym obiecał ujawnić kolejne nazwiska zamordowanych patriotów Polski i Ukrainy.

.......