II wojna światowa pozostawiła wiele niezagojonych ran. Jedną z czarnych kart w historii różnych krajów była zagłada przedstawicieli narodowości żydowskiej w latach okupacji hitlerowskiej. Jednakże te straszne próby ujawniły również liczne przykłady szlachetności i człowieczeństwa, kiedy zwykli ludzie, ryzykując własnym życiem, ratowali skazanych. Po wojnie izraelski instytut „Jad Waszem” zaczął honorować tak odważnych ludzi nagrodą „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Wśród tych osób znalazł się także Polak Rudolf Stefan Jan Weigl. Wybitny naukowiec, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, uratował setki tysięcy ludzi swoim wynalazkiem – szczepionką przeciwko tyfusowi. Lek ten pomógł przetrwać wielu więźniom getta warszawskiego i lwowskiego oraz członkom ruchu oporu, którzy otrzymali lekarstwo nielegalnie, pisze portal krakowyes.eu.
Dzieciństwo i młodość przyszłego naukowca

Rudolf Stefan Jan Weigl urodził się w 1883 roku w Przerowie w rodzinie austriackiej. Jego ojciec zmarł, gdy chłopiec miał 2 lata, a wychowywał go ojczym Józef Trojnar. Polak z pochodzenia, nauczyciel gimnazjum w Stryju sprowadził swoją rodzinę do miasta Jasło, gdzie Rudolf dorastał w polskim środowisku. Młodzieniec zdobył wykształcenie na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, wybierając Wydział Biologii. Po studiach utalentowany absolwent został asystentem jednego z profesorów uniwersytetu. Rudolf zainteresował się pracą naukową, a jego sukcesy pozwoliły mu uzyskać tytuł doktora nauk w młodym wieku. W 1913 roku uzyskał tytuł prywatnego docenta na Katedrze Zoologii i Anatomii Porównawczej. Miał szansę zostać sławnym transplantologiem, jednak I wojna światowa pokrzyżowała wszystkie plany.
W poszukiwaniu szczepionki ratującej życie

Kiedy wybuchła wojna, Weigla zmobilizowano jako parazytologa, co było mu dobrze znane. Nie mniej groźnym od kul wrogiem stał się tyfus plamisty, który zabijał wówczas setki ludzi. Dzięki swojej pomysłowości naukowiec wykorzystał wszy jako zwierzęta laboratoryjne i zbadał wszystkie aspekty zakażenia i powrotu do zdrowia. Weigla szybko powołano na stanowisko profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie przez kolejne 20 lat kontynuował swoje badania. Pojawienie się nowej szczepionki wstrząsnęło światem, kiedy to ona uratowała belgijskich misjonarzy walczących z tyfusem w Chinach. A wraz z nimi tysiące miejscowych mieszkańców.
Stopniowo udało się uruchomić produkcję szczepionki, na którą zapotrzebowanie zgłaszały wszystkie kraje. Do Lwowa zaczęli przyjeżdżać naukowcy z całego świata, aby zgłębiać tajniki laboratorium Weigla. Dzięki szczepionce Rudolf zdołał opanować epidemie tyfusu w kilku województwach Polski. W 1930 roku młody badacz otrzymał od ojczyzny nagrodę – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Kolejną dużą grupą ocalonych byli mieszkańcy Abisynii, gdzie toczyła się druga wojna włosko-abisyńska. Za wielkie odkrycie w 1938 roku Weigl został odznaczony belgijskim Orderem Króla Leopolda i Orderem Świętego Grzegorza Wielkiego od papieża Piusa XI, a także został honorowym członkiem nowojorskiej i belgijskiej Akademii Nauk. Stopniowo Instytut Weigla stał się najważniejszym ośrodkiem naukowym w walce z tyfusem nie tylko w Europie.
Nowa władza – nowe zmiany

Kiedy w 1939 roku Lwów stał się częścią Związku Radzieckiego, władze sowieckie zapragnęły rozpocząć produkcję szczepionek na dużą skalę. Stworzyli nawet wszystkie niezbędne warunki, lecz plany ponownie pokrzyżowała wojna, tym razem II wojna światowa. W czerwcu 1941 roku Lwów był już zajęty przez hitlerowców. Rudolf Stefan Jan Weigl był z pochodzenia Niemcem i mógłby formalnie ubiegać się o stanowisko, aby dalej kierować instytutem, ale tego nie zrobił. Kiedy władze okupacyjne zaczęły na niego naciskać, sugerując los rozstrzelanych kolegów, naukowiec odpowiedział, że powinni go traktować jako polskiego profesora. A czy go zabiją, czy zostawią przy życiu nie ma znaczenia, gdyż zjawisko śmierci jest doskonale znane biologom. Naziści dali spokój, gdyż potrzebowali profesora i jego odkryć. Zemścili się jednak, nie popierając jego kandydatury do Nagrody Nobla w 1942 roku. Jednak naukowiec nie przejmował się tym. Pozostał na stanowisku kierownika naukowego instytutu i kontynuował swoją pracę.
Zbawienie dla skazanych

Weigl zachował prawo do podejmowania decyzji kadrowych w instytucie, z czego w pełni skorzystał. Pragnąc ocalić kolegów i wybitnych polskich naukowców, zatrudnił ich jako dawców do karmienia wszy zakażonych tyfusem, co było niezbędne do badań. Zagrożenie eksterminacji było realne – tylko w nocy z 3 na 4 lipca naziści rozstrzelali 25 polskich profesorów wraz z ich rodzinami. Weigl ocalił wielu naukowców, w tym tak znanych na całym świecie lwowskich uczonych jak matematyk Stefan Banach, psycholog Jan Kreutz i geograf Eugeniusz Romer. Dawcy otrzymywali także kartki żywnościowe i pieniądze, co dawało im szansę na przetrwanie. Przed mobilizacją chroniły ich zaświadczenia o zatrudnieniu w instytucie, który należał do niemieckiej armii. Jednak Weigl troszczył się nie tylko o swoich znajomych.
Ponieważ nazistom udało się uruchomić produkcję szczepionki, część preparatów pracownicy laboratorium, z pomocą profesora, przemycali i potajemnie przekazywali do warszawskiego i lwowskiego getta pod pretekstem pobierania krwi od chorych. Małe partie szczepionek trafiały także do oddziałów partyzanckich. Znany polsko-żydowski pianista i kompozytor Władysław Szpilman wspominał, że profesor Weigl i jego szczepionka stali się symbolem dobroci w warszawskim getcie, pośród morza horroru, który je otaczał. Później wspomnienia Szpilmana stały się podstawą słynnego filmu Romana Polańskiego „Pianista”. Historycy szacują, że dzięki odwadze profesora udało się uratować ponad 5 tysięcy osób, w tym naukowców i studentów ze Lwowa. Do tego dochodzą jeszcze tysiące więźniów getta.
Próby po wojnie

Kiedy Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, naziści wywieźli instytut Weigla do Polski, gdzie profesor próbował dalej pracować. Jednak w 1945 roku, po wyzwoleniu kraju spod hitlerowskiej okupacji, instytut został zamknięty, a Rudolf Weigl przeniósł się do Krakowa. Tam objął stanowisko kierownika Katedry Mikrobiologii Ogólnej na Uniwersytecie Jagiellońskim i kontynuował produkcję szczepionki przeciw tyfusowi. Nowa, komunistyczna władza nie przeszkadzała mu, ale też mu nie ufała. Kiedy naukowiec ponownie został nominowany do Nagrody Nobla w 1948 roku, władze wysłały list do Komitetu Noblowskiego, oskarżając Weigla o współpracę z nazistami. Choć zarzuty nie były poparte dowodami, ale naukowiec kolejny raz nie otrzymał nagrody.
Profesorowi nie zaoferowano nawet członkostwa w Polskiej Akademii Nauk. Chociaż Weigl wiele zrobił dla krakowskich środowisk medycznych, został odsunięty od pracy w instytucie mikrobiologii i otrzymał stanowisko wykładowcy na Katedrze Biologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Tam pracował do 1951 roku, aż do przejścia na emeryturę. Jednak profesor nigdy nie szukał sławy, ona sama go znajdowała. W dalszym ciągu uczestniczył w konferencjach w Europie i Związku Radzieckim, choć oskarżenia o kolaborację, które rzucała władza radziecka, dawały mu się we znaki. Być może gdyby nie złośliwe ataki komunistycznych władz, Weigl mógłby dokonać kolejnych odkryć, ale niestety losy potoczyły się inaczej. Po przejściu na zasłużony odpoczynek profesor osiedlił się w Zakopanem, gdzie spędził ostatnie lata życia. Zmarł w sierpniu 1957 roku.
Pamięć o profesorze nie zginie

Władze radzieckie nie chciały wspominać o zasługach profesora Weigla w ratowaniu tysięcy ludzi podczas II wojny światowej, ani o tym, że jego szczepionka uratowała życie nie tylko więźniom getta, ale także polskim partyzantom z Armii Krajowej. Być może wynikało to z faktu, że temat Holokaustu nie był popularny, a zeznania uratowanych polskich naukowców uważano za niewiarygodne, bo zawierały elementy burżuazyjne. Pozostały jednak przedwojenne odznaczenia, które profesor otrzymał od innych krajów, oraz te, które otrzymał w ojczyźnie. W 2003 roku potomkowie profesora odebrali kolejną cenną nagrodę. Izraelski Instytut Jad Waszem, zajmujący się badaniami i upamiętnianiem Holocaustu, przyznał Rudolfowi Weiglowi tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Otrzymują go ci, którzy podczas II wojny światowej ratowali Żydów przed zagładą. Wyróżnienie zostało wręczone wnuczce profesora, Krystynie Weigl-Albert.
Nie zapomniano o utalentowanym naukowcu również w kręgach medycznych Europy, ponieważ już za życia Weigl miał wielu naśladowców i zwolenników. W XXI wieku w Polsce i na Ukrainie odbywały się konferencje poświęcone jego działalności, na które przyjeżdżały dziesiątki naukowców z różnych krajów, uważających się za kontynuatorów dzieła znanego medyka. Utalentowanego naukowca, który uratował ludzkość przed straszną chorobą, a tysiące ludzi przed okrutną śmiercią w gettach.