wtorek, 17 lutego, 2026

Krakowska szkoła trzeźwej kalkulacji – stańczycy i ich partia

Krakowscy konserwatyści z końca XIX wieku, znani jako stańczycy, przez długi czas pozostawali w polskiej świadomości historycznymi „czarnymi charakterami”. Oceniano ich jako bezmyślnych służalców tronu austro-węgierskiego, a ten obraz utrwalił się dzięki słynnemu „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. W rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej. Stańczycy doskonale rozegrali swoją partię na politycznej szachownicy Galicji: wykorzystali autonomię jako narzędzie i wywalczyli dla Polaków wiele przywilejów. Była to zimna strategia, w której liczyły się nie wzniosłe hasła, lecz konkretne zdobycze. Ich taktyka była prosta: nie tracić sił w kolejnych romantycznych zrywach, lecz zmuszać system do pracy na własną korzyść, jak podaje portal krakowyes.eu.

Polityka bez złudzeń

Zdjęcie: Stanisław Tarnowski

Historia polskich prób znalezienia własnego miejsca między imperiami zawsze przypominała chodzenie po linie: to balans między lojalnością wobec obcej władzy a dążeniem do wywalczenia swojego. W tej chwiejnej przestrzeni rodził się polski naród, i właśnie tam kładziono podwaliny pod przyszłe odrodzenie państwowości. Wśród wszystkich środowisk Galicji pod panowaniem austriackim, szczególnie wyróżniał się obóz konserwatywny z Krakowa – słynni stańczycy, którzy przekształcili ten region w „polski Piemont”.

Lwów i Kraków w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku stały się dwoma biegunami Galicji. Lwów, jako stolica kraju, zyskiwał status wielokulturowej metropolii ze wszystkimi jej sprzecznościami. Kraków natomiast, ściśnięty fortyfikacjami wojskowymi i pozbawiony przestrzeni na rozwój, pozostawał kameralnym, lecz zawziętym „sercem polskości”. I właśnie ta koncentracja polskiego ducha, wzmocniona autorytetem Uniwersytetu Jagiellońskiego, uczyniła miasto ośrodkiem konserwatyzmu. Historyk Stanisław Estreicher zauważał, że Kraków stał się jednym z najważniejszych miejsc w Polsce, gdzie przechowywano wiedzę o przeszłości i kultywowano dawne obyczaje.

Kim byli stańczycy? Paradoksalnie, ich ruch założyli byli uczestnicy powstania 1863 roku – Józef Szujski, Stanisław Tarnowski, Stanisław Koźmian i Ludwik Wodzicki. W 1866 roku założyli konserwatywne czasopismo „Przegląd Polski”, które stało się pierwszym instytucjonalnym krokiem w kierunku uformowania się ich środowiska. Wkrótce potem położyli też podwaliny pod krakowską szkołę historyczną. Swoją nazwę grupa zawdzięcza satyrycznemu pamfletowi „Teka Stańczyka”, opublikowanemu w 1869 roku na łamach „Przeglądu Polskiego”.

Od błazna do stratega

Zdjęcie: obraz Jana Matejki „Stańczyk na dworze królowej Bony po utracie Smoleńska”

Nazwa stała się symboliczna. Błazen na dworze polskich królów z XVI wieku, Stańczyk, zapisał się w pamięci Polaków jako postać, która miała odwagę wypowiadać niewygodne prawdy – z ironią, ale bez strachu. Stańczycy z XIX wieku przejęli tę rolę. Ich teksty, w tym programowa broszura Szujskiego „Kilka prawd z naszego przeszłego życia” z 1866 roku czy pamflety z „Teki Stańczyka”, opublikowane w 1870 roku, atakowały iluzje i zromantyzowane recepty na politykę, które dominowały wówczas w polskim społeczeństwie.

Satyryczna forma okazała się doskonałym wyborem: galicyjska publiczność nie mogła przejść obojętnie, gdy z gazetowych łamów rzucano jej w twarz gorzką prawdę, zamaskowaną żartem. Stańczycy grali w skomplikowaną grę: wyśmiewali popularne, ale nieskuteczne metody, w zamian proponując pragmatyzm i chłodną kalkulację. I choć ta postawa nie zawsze podobała się ich współczesnym, to właśnie ona uczyniła z Krakowa laboratorium myśli politycznej, która później znacząco wpłynęła na losy polskiego projektu narodowego.

Pragmatycy wśród romantyków

Zdjęcie: Józef Szujski

Krakowscy stańczycy pojawili się na scenie politycznej jako grupa celnych satyryków, którzy uderzali na oba fronty. Wyśmiewali gloryfikowanie powstańczych tradycji, patetyczne manifestacje z głośnymi, ale oderwanymi od rzeczywistości hasłami i powszechną miłość do teorii bez jakiejkolwiek praktyki. Jednocześnie nie szczędzili „szpilek” również przesadnym austriackim patriotom – tym, którzy ich zdaniem zbyt gorliwie kłaniali się Wiedniowi. W tym ironicznym ataku szczególnie obrywało się hrabiemu Agenorowi Gołuchowskiemu.

Ironia historii polega na tym, że to właśnie Gołuchowski stał się wzorem do naśladowania dla samych stańczyków. Człowiek, którego oskarżano o nadmierną lojalność wobec imperium, okazał się architektem galicyjskiej autonomii i jednym z najbardziej wpływowych Polaków w Wiedniu. Trzykrotnie stał na czele gubernatorstwa kraju, a w 1859 roku podjął bezprecedensowy krok – został ministrem spraw wewnętrznych Austrii. To był przełom: po raz pierwszy od czasów Adama Czartoryskiego Polak otrzymał tak wysokie stanowisko państwowe w obcej Rzeczypospolitej. Dla Gołuchowskiego, a później i dla stańczyków, to właśnie Austria stała się sceną, na której można było przygotowywać grunt pod przyszłą niepodległość.

Nieprzypadkowo w Wiedniu nazywano go przywódcą Polaków, a w Krakowie stał się on moralnym punktem odniesienia dla młodszych konserwatystów, którzy przeżyli rozczarowanie po klęsce powstania. Gołuchowski przekonywał: tylko stopniowa i zimna współpraca z cesarzem Franciszkiem Józefem da realne rezultaty. Historyk Waldemar Łazuga uznał, że to właśnie dzięki Gołuchowskiemu Polacy weszli do kręgu najważniejszych osób w imperium.

Polska lojalność wobec Wiednia

Zdjęcie: Julian Dunajewski

Przełomowy moment nadszedł w latach 60. XIX wieku. Reformy dały Galicji autonomię i własny Sejm Krajowy – szansę, której Polacy nie mieli od dziesięcioleci. I choć wpływy stańczyków dopiero się rodziły, w grudniu 1866 roku posłowie galicyjskiego sejmu wypowiedzieli słynne zdanie: „Przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy”. Ten akt lojalności był sygnałem dla Wiednia, że Polacy są gotowi do konstruktywnej współpracy.

Zasiane przez krakowskich konserwatystów idee padły na podatny grunt. Koncepcja „pracy organicznej” – codziennego, praktycznego budowania własnych instytucji zamiast krwawych powstań – szybko stała się dominująca. Stańczycy zyskali zaufanie cesarza, a wraz z nim – ważne stanowiska w administracji. W politycznej grze, gdzie romantycy przegrywali bitwy, pragmatycy z Krakowa zaczęli zdobywać realny wpływ.

W latach 70. XIX wieku krakowscy konserwatyści pewnie zakorzenili się w polityce galicyjskiej, a już w latach 80. osiągnęli szczyt wpływów. Żadna inna siła polityczna nie była w stanie wyprzeć galicyjskich stańczyków z dominujących pozycji. Stańczycy przełożyli swoje idee na praktykę: koncepcja „pracy organicznej” ożyła w codziennej polityce. Rezultat był uderzający – Galicja przekształciła się w faktycznie polską prowincję narodową z szeroką autonomią, gdzie język polski, kultura i tradycja polityczna dominowały bezsprzecznie. Był to unikalny przypadek – Polacy w Prusach i Imperium Rosyjskim mogli jedynie marzyć o takich warunkach.

Ostatnia gra stańczyków

Jednak żadna hegemonia polityczna nie trwa wiecznie. Pod koniec XIX wieku pozycja stańczyków zachwiała się. Dały o sobie znać błędy i nowi konkurenci – przede wszystkim rosnąca w siłę Narodowa Demokracja, która przyciągała coraz więcej zwolenników. Na początku I wojny światowej konserwatyści pozostali wierni Austrii i nie widzieli innej drogi niż austriacka. Ale kiedy w listopadzie 1918 roku powstała niepodległa Polska, było to dla nich zaskoczeniem. Głębokie przywiązanie do Habsburgów i legalistyczna ostrożność uniemożliwiły im podjęcie zdecydowanych kroków, w związku z czym w Drugiej Rzeczypospolitej nie odgrywali już pierwszej roli, pozostając na politycznym marginesie.

Mimo wszystko, rzeczywisty obraz stańczyków różnił się rażąco od utartego stereotypu. Odrzucili „politykę uczuć” na rzecz chłodnego pragmatyzmu, i to właśnie dzięki temu najwięcej osiągnęli dla Polaków w czasach zaborów. Gdy romantycy ponosili klęski w zrywach powstańczych, konserwatyści krok po kroku budowali fundament polityczny. Ich osiągnięcia znacznie wykraczały poza wąską bazę społeczną: wysokie stanowiska w administracji cesarskiej, rozszerzenie autonomii, a co najważniejsze – ukształtowanie w Polakach poczucia państwowości nawet bez własnego państwa. Ten polityczny kapitał przyniósł swoje dywidendy już w niepodległej Polsce.

Stańczycy przeciwko mitom

Ci konserwatyści uczynili Kraków nie tylko kulturalnym, ale i politycznym centrum polskości w ramach monarchii Habsburgów. Właśnie dzięki ich wpływom miasto stało się laboratorium myśli konserwatywnej i strategii „pracy organicznej”. Przekształcili Kraków w symbol polskiego pragmatyzmu: zamiast beznadziejnych powstań – stopniowe budowanie instytucji, edukacji i kultury. W wyniku tych wysiłków miasto umocniło swój status „serca polskiego ducha”, który przez wiele lat podtrzymywał w Polakach ideę odrodzenia państwowości.

.......