W XX wieku w Polsce „Solidarność” stała się czymś więcej niż związkiem zawodowym – przekształciła się w symbol wolności i siły prostych ludzi, zdolnych do zmiany całego kraju. Kiedy miliony Polaków stanęły w obronie swoich praw, Kraków również stał się jednym z najaktywniejszych ośrodków tego ruchu. Pod Wawelem robotnicy z Nowej Huty spotykali się ze studentami i inteligencją, aby połączyć siły w walce z represyjnym reżimem. Miasto oddychało protestami: strajki, demonstracje, podziemne gazety, akcje ulotkowe – wszystko to uczyniło Kraków centrum zmian. Historia miasta bez „Solidarności” jest niemożliwa, ponieważ jest to historia o ludziach, którzy jako pierwsi odważyli się powiedzieć „nie” ówczesnej władzy, jak podaje portal krakowyes.eu.
O tym, jak Kraków tworzył „Solidarność”

Pod koniec lata 1980 roku w Krakowie nagle zaczęły wrzeć nastroje robotnicze – dotarła tu fala protestów z Gdańska. Zaczęło się od małych inicjatyw w warsztatach, salach wykładowych, rozmów na bramach fabryk. Ale bardzo szybko ruch zaczął nabierać siły. Najsilniej zakorzenił się w Nowej Hucie – gigantycznym kombinacie metalurgicznym, który był dumą socjalistycznej gospodarki, a jednocześnie – symbolem zależności od państwowej machiny. Pracowały tam dziesiątki tysięcy ludzi, a utworzenie niezależnego ogniwa związkowego, „Solidarności”, miało efekt wybuchowy.
Do robotników dołączyli wykładowcy i studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego, naukowcy z Politechniki, pracownicy transportu i firm budowlanych. W Krakowie stopniowo uformowała się własna „Solidarność” jako ruch społeczny – z jednej strony masowa przemysłowa klasa robotnicza, a z drugiej – inteligencja z tradycjami. Razem zaczęli tworzyć strukturę, która szybko stała się jedną z najpotężniejszych w całej Polsce.
Duch oporu w sercu Małopolski

W każdym ruchu, nawet najbardziej spontanicznym, zawsze pojawiają się ci, których się słucha, którym się ufa, którzy biorą na siebie ryzyko. Dla krakowskiej „Solidarności” taką osobistością stał się robotnik z Nowej Huty Mieczysław Gil. Nie był on zawodowym politykiem ani mówcą, ale miał to, co w takich sytuacjach liczy się najbardziej – autorytet wśród robotników. W zakładach znali go jako człowieka uczciwego i porządnego, co uczyniło Mieczysława przywódcą. Poparli go Stanisław Handzlik, Bogdan Lis i inni aktywiści, którzy koordynowali komórki robotnicze. Jednak krakowska „Solidarność” nie ograniczała się do fabryki, dołączali do niej naukowcy, prawnicy, artyści. Organizowali kluby dyskusyjne, pomagali w wydawaniu nielegalnej prasy, radzili, jak obejść cenzurę i chronić krakowian przed prześladowaniami.
Ważne było również wsparcie Kościoła. Kardynał Franciszek Macharski, który został następcą Karola Wojtyły w Krakowie, widział w „Solidarności” nie tylko ruch polityczny, ale i moralny. W jego rezydencji zbierali się aktywiści, znajdowali schronienie ci, którzy byli zagrożeni aresztowaniem. Kościół dawał „Solidarności” również siłę wiary w to, że opór ma sens. Właśnie w tym połączeniu robotników, studentów, intelektualistów i duchownych tkwiła unikalność krakowskiej „Solidarności”. W mieście nie był to związek zawodowy, ale wielka wspólnota, która uczyła się żyć i działać wbrew systemowi.
Ulice, które pamiętają

Na początku 1981 roku Kraków był już nierozerwalnie związany z „Solidarnością”. Liczba uczestników rosła niemal każdego dnia, bardzo szybko sięgnęła dziesiątek tysięcy, a w regionie – ponad sto tysięcy. Atmosfera stała się szczególna: w stołówkach fabrycznych, na ulicach, a nawet w kolejkach do sklepów ludzie przestali rozmawiać szeptem. Członkostwo w „Solidarności” stało się nie tylko przynależnością do związku, ale i oznaką postawy obywatelskiej. Młodzi z uniwersytetów uczyli się pracować ramię w ramię z robotnikami, a ci, którzy trzymali w rękach młot czy kierownicę tramwaju, czuli się częścią wielkiego ruchu społecznego.
Ogromne demonstracje w Nowej Hucie stopniowo przekształciły dzielnicę w arenę polityczną: transparenty, hasła, tłumy, które domagały się prawdy i wolności. Latem 1981 roku w centrum miasta odbyły się wiece, które zgromadziły tysiące ludzi – dla wielu krakowian było to pierwsze poczucie prawdziwej wolności słowa. W podziemnych drukarniach wydawano gazety i ulotki „Hutnik”, „Krakowska Solidarność”, „Mała Polska”. Rozchodziły się po mieście szybciej, niż cenzura zdążyła je usuwać. Mieszkańcy widzieli w tych tekstach nie tylko ważne informacje, ale też poczucie, że nie są sami.
Aktywiści organizowali również „latające demonstracje”, kiedy kilkaset osób szybko się zbierało, skandowało hasła i błyskawicznie znikało, pozostawiając milicję zdezorientowaną. Kościoły gościły uczestników na tajnych spotkaniach i nabożeństwach. Wszystko to opierało się na entuzjazmie ludzi, którzy rozumieli: nawet najmniejsza próba oporu ma znaczenie.
Walka, która zmieniła Kraków

W latach 1980–1981 Kraków zaczął odważniej wychodzić na ulice. Kiedy w Gdańsku strajkowali stoczniowcy, w Nowej Hucie koledzy wspierali ich solidarnościowymi akcjami. Kiedy w Warszawie przygotowywano się do ogólnokrajowych demonstracji, w Krakowie również wrzały wiece. Na placach miasta pojawiały się transparenty z hasłami o wolności, niezależności i prawie do własnego głosu. Szczególnie głośne były majowe i sierpniowe manifestacje w 1981 roku. Zgromadziły one w Krakowie dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nie bali się mówić głośno o tym, o czym do niedawna ryzykowali jedynie szeptać w kuchni.
Miasto, które przez wieki było symbolem polskiej historii, stopniowo przekształcało się w arenę nowej walki. A kiedy w grudniu 1981 roku generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny, to właśnie krakowscy robotnicy jako pierwsi wyszli na protest przeciwko delegalizacji „Solidarności”. W Nowej Hucie wybuchły strajki, i choć szybko zostały one rozgromione przez milicję i wojsko, te próby przeszły do historii jako jeden z najjaśniejszych przykładów oporu. Po tym działalność „Solidarności” została zakazana, a liderzy, w tym Mieczysław Gil, aresztowani. Pomieszczenia związków zostały odebrane, a konta zablokowane.
Od podziemia do nowego związku

W kolejnych latach „Solidarność” w Krakowie przekształciła się w ośrodek podziemnej aktywności. Była widoczna podczas wszystkich uroczystości rocznicowych: od wydarzeń sierpnia 1980 roku po upamiętnienie robotników, którzy zginęli na Wybrzeżu. Organizowano również nielegalne wystawy, wieczory literackie, spotkania z intelektualistami, którzy publicznie wspierali ruch. Dla Krakowa, gdzie zawsze ceniono kulturę i duchowość, było to szczególnie ważne, ponieważ „Solidarność” stopniowo stawała się stylem życia i myślenia.
Dlatego, gdy pod koniec lat 80. władze nie mogły już ignorować presji społeczeństwa, a „okrągły stół” otworzył drogę do reform, w Krakowie odebrano to jako własne zwycięstwo. Ludzie dobrze pamiętali, od czego wszystko się zaczęło, i wiedzieli: ich strajki, gazety, wiece również podkopywały stary system. Prawdziwe odrodzenie nastąpiło w 1989 roku po „okrągłym stole” i pierwszych częściowo wolnych wyborach. Wtedy „Solidarność” ponownie zarejestrowano jako niezależny związek zawodowy, a wraz z innymi oddziałami wznowił działalność także ten krakowski.
Krakowska „Solidarność” przez czas

Po legalizacji w 1989 roku związek kontynuował działalność jako oficjalna organizacja NSZZ „Solidarność” (Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”) w całej Polsce. Zachował strukturę i oddziały regionalne, a w latach 20. XXI wieku w Krakowie działa „Małopolska „Solidarność”, która zrzesza pracowników różnych przedsiębiorstw w Małopolsce. „Solidarność” została uznana za największy ruch społeczny w historii świata, który zdefiniował przyszłość kraju jeszcze w czasach PRL.
Współczesna organizacja to już nie ruch podziemny i nie masowy protest, jak w latach 80. XX wieku. Stała się zwykłym związkiem zawodowym: chroni prawa pracowników, prowadzi negocjacje z pracodawcami, uczestniczy w dyskusjach społecznych i politycznych. Jej rola w dzisiejszym życiu jest mniej dramatyczna niż w czasach walki z władzą komunistyczną, ale organizacja nadal ma wpływ i autorytet dzięki swojej historii. „Solidarność” zachowuje również pamięć historyczną, przypominając mieszkańcom Krakowa o walce o wolność i o aktywności obywatelskiej, która ukształtowała współczesne miasto.