poniedziałek, 16 lutego, 2026

Franciszka Chajowska – historia Sprawiedliwej wśród Narodów Świata z Krakowa

II wojna światowa zapisała się w historii nie tylko jako czas masowej zagłady, ale także jako epoka ludzi, którzy w obliczu totalitarnego terroru potrafili przeciwstawić się złu. Sprawiedliwi wśród Narodów Świata to ci, którzy bezinteresownie pomagali Żydom skazanym przez nazistowskie Niemcy na śmierć, ryzykując życie własne oraz swoich rodzin, pisze portal krakowyes.eu. Na wręczanym im medalu widnieją słowa z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat”.

W 2023 roku lista Sprawiedliwych wśród Narodów Świata obejmowała 7 280 obywateli Polski, choć liczba ta nie oddaje pełnej skali udzielanej pomocy. Jedną z takich osób była krakowianka Franciszka Chajowska. W 1991 roku otrzymała ten zaszczytny tytuł, pozostawiając po sobie historię niezwykłego hartu ducha i trudnych moralnych wyborów.

Strach i cisza – niewidzialni bohaterowie okupowanej Polski

Badacze podkreślają, że pomoc Żydom w okupowanej Polsce była czynem skrajnie niebezpiecznym. Za ukrywanie lub wspieranie osób skazanych na zagładę Polakom groziła kara śmierci, podczas gdy bierność, a czasem wrogość, stały się smutną codziennością. Każdy akt ocalenia wymagał więc wyjątkowej odwagi i siły wewnętrznej. W tamtych czasach o pomocy się nie mówiło – robiono wszystko, by zachować absolutną tajemnicę. Strach był stałym towarzyszem; jeden nieostrożny krok mógł oznaczać wyrok. Często pomoc niosły osoby niemal anonimowe, które ze względów bezpieczeństwa nie znały nawet prawdziwych imion swoich podopiecznych.

Po wojnie ta cisza wcale nie zniknęła. Polska zmagała się z chaosem powojennych przesiedleń, emigracją i zerwanymi więziami. Sytuację pogorszyło wieloletnie zawieszenie kontaktów dyplomatycznych między PRL a Izraelem w latach 1967–1989. Ludzie rozjeżdżali się po świecie, tracili ze sobą kontakt, a wspólna trauma była zbyt bolesna, by do niej wracać. Dlatego uratowani nie zawsze składali świadectwa, a wielu wybawców nie doczekało chwili uznania.

Dlaczego tak wielu Sprawiedliwych pozostało anonimowych?

Przyczyn przemilczania tych historii było więcej. Niektórzy ratujący sami prosili o anonimowość, obawiając się niezrozumienia lub powojennego antysemityzmu. Krakowianie bali się posądzeń o chęć zysku kosztem ukrywanych osób. Nawet dziś zdarza się, że polskie rodziny proszą o skromne, prywatne uroczystości wręczenia odznaczeń, unikając blasku fleszy.

Również przepisy Yad Vashem ewoluowały – początkowo tytuł przyznawano tylko osobom żyjącym. Ci, którzy zginęli z rąk nazistów za pomoc Żydom lub zmarli tuż po wojnie, długo czekali na sprawiedliwość dziejową. Dopiero później wprowadzono odznaczenia pośmiertne. Franciszka Chajowska miała to szczęście, że nagroda trafiła do niej u schyłku życia, ale jeszcze za jej czasów.

Fryzjer, który stał się schronieniem

Fot. ulica Asnyka w Krakowie

Przed wybuchem wojny Daniel Weinrib prowadził zakład fryzjerski przy ulicy Asnyka w Krakowie. Pracowała tam Franciszka Chajowska, która – według relacji córki właściciela, Karoliny – zarządzała sprawami lokalu. Pod okupacją życie Żydów legło w gruzach; odebrano im prawo do własności i godności. Weinrib został zmuszony do oddania zakładu pod zarząd tzw. „powiernika”. Aby ratować rodzinny interes, przekazał pełne kierownictwo zaufanej Franciszce.

Gdy w marcu 1941 roku naziści utworzyli getto w Podgórzu, rodzina Weinribów podjęła ryzykowną decyzję o pozostaniu po „aryjskiej stronie”. Franciszka przygotowała dla nich kryjówkę w tym samym zakładzie fryzjerskim. Przynosiła jedzenie, ubrania i dodawała otuchy. Z czasem udało się wywieźć Helenę Weinrib do Zakrzowa pod Krakowem, gdzie doczekała końca wojny.

Gdy zdrada zburzyła spokój

Franciszka Chajowska pomagała nie tylko swoim dawnym pracodawcom. Wspierała również doktora Romana Glassnera i jego córkę Stanisławę, uwięzionych w krakowskim getcie. By tam wejść, zakładała opaskę z gwiazdą Dawida i wtapiała się w grupy robotników. Przemycała żywność i listy. Choć doktor Glassner zginął później w obozie w Skarżysku-Kamiennej, jego córka przeżyła i po wojnie wyemigrowała do Niemiec Zachodnich.

W grudniu 1943 roku doszło do tragedii. W wyniku donosu naziści odkryli kryjówkę na ulicy Asnyka. Franciszka została aresztowana. Po brutalnych przesłuchaniach w więzieniu na Montelupich trafiła do obozu Ravensbrück. Daniel Weinrib został rozstrzelany. Jego córka Karolina ocalała tylko dlatego, że tego dnia odwiedzała matkę poza Krakowem.

Ravensbrück: tam, gdzie odbierano godność

Fot. obóz koncentracyjny Ravensbrück

W obozie Ravensbrück Franciszka Chajowska przestała być osobą, a stała się numerem 44 904. Tak działał system, zamieniając człowieka w jednostkę ewidencyjną. Najliczniejszą grupę więźniarek w tym obozie stanowiły Polki – ponad 40 tysięcy kobiet. Franciszka dzieliła los tysięcy inteligentek, studentek i działaczek ruchu oporu, które zmuszano do niewolniczej pracy w Industriehof czy fabrykach Siemensa. Przeżyła piekło głodu, bicia i nieludzkiego wycieńczenia.

Od obozu po medal: czyn, o którym nie zapomniano

Chajowska wróciła z obozu jako inwalidka. O swoich przeżyciach mówiła bez upiększeń – pamiątką po brutalności strażniczek był złamany nos i blizny po pogryzieniu przez psy. Do końca życia poruszała się o kulach.

Dopiero we wrześniu 1991 roku Instytut Yad Vashem oficjalnie uznał jej zasługi. Franciszka Chajowska zmarła w 2001 roku i spoczęła na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Jej postać przypomina nam, że nawet w czasach największej ciemności światło ludzkiej dobroci nigdy całkowicie nie gaśnie. Wybrała dobro, płacąc za to cenę własnego zdrowia, ale ratując to, co najcenniejsze – ludzkie życie.

.......