Kraków w latach II wojny światowej żył w cieniu nieustannego strachu. Jednak nawet w mrokach okupacji znajdowali się ludzie, którzy nie potrafili stać z boku. Pisali, spotykali się i pomagali sobie nawzajem, mając świadomość, że każdy gest może kosztować życie. To właśnie w wąskich uliczkach i zakonspirowanych mieszkaniach rodził się ruch oporu, w którym codzienne czynności urastały do rangi prawdziwych czynów bohaterskich, pisze portal krakowyes.eu.

Jedną z takich odważnych krakowianek była Gusta Dawidson. Już w młodości angażowała się w religijne ruchy młodzieżowe, takie jak B’not Yaakov i Akiba. Nauczała, pisała, a z czasem stanęła na czele redakcji gazety „Zeirimi” – organu prasowego Akiby. W swoim słynnym „Pamiętniku Justyny” Gusta bez upiększeń opisała codzienność konspiracji, aresztowania i nieustanną walkę. Nie kryła lęku, ale nigdy nie straciła wiary ani wewnętrznej siły.
Młodość między nauką a walką
Gusta Dawidson urodziła się w 1917 roku w Krakowie, w religijnej rodzinie chasydów z Góry Kalwarii. Od dziecka jej świat kręcił się wokół nauki i wspólnoty. Uczęszczała do szkoły, uczyła się języków obcych i aktywnie działała w ruchu B’not Yaakov. Z czasem jej serce skradła Akiba – organizacja łącząca tradycję żydowską z dążeniem do samodzielności. Gusta szybko awansowała w strukturach ruchu, trafiając do Komitetu Centralnego w Polsce. Była głosem pokolenia, redagując artykuły i skrupulatnie dokumentując życie organizacji.
Wybuch wojny 1 września 1939 roku zastał w Krakowie trójkę młodych liderów: Aarona Libeskinda, Szimszona Drengera oraz Gustę. Podczas gdy starsi stażem działacze zdołali wyjechać do Palestyny, oni podjęli się misji ratowania ruchu. Już we wrześniu Szimszon został aresztowany przez gestapo za pracę redakcyjną. Gusta, będąca wówczas jego narzeczoną, nie opuściła go – dobrowolnie udała się za nim do obozu w Tropau w Sudetach.
Odwaga silniejsza niż strach

Ich uwolnienie na początku 1940 roku graniczyło z cudem. Życie pod okiem gestapo było jednak śmiertelną pułapką – musieli meldować się w komendzie trzy razy w tygodniu. Mimo to nie zaprzestali działalności. Gusta i Szimszon wzięli ślub, znajdując w sobie wsparcie w świecie, który rozpadał się na kawałki. Razem fałszowali dokumenty, by ratować ludzi przemieszczających się między gettami. Gusta odpowiadała za logistykę: szukała lokali na drukarnie i bezpiecznych schronień. Po stracie ojca i siostry, jej słowa nabrały proroczego tonu: „Ręce, które teraz pokrywa żyzna glina, wkrótce będą przesiąknięte krwią”.
Przyjaciele zapamiętali Szimszona jako człowieka niezłomnego, dla którego liczyły się tylko ideały. Gusta była jego idealnym dopełnieniem – kobietą decyzyjną i oddaną sprawie. Choć bywała raniona jego surowością, rozumiała, że żyją w czasach, w których nie ma miejsca na słabość.
Miłość w celi śmierci

W styczniu 1943 roku Szimszon został ponownie aresztowany po brawurowej akcji „Cyganeria” – ataku na krakowską kawiarnię uczęszczaną przez niemieckich oficerów. Gusta, szukając męża, sama wpadła w ręce okupantów. Szimszon trafił na osławione Montelupich, a Gusta do więzienia kobiecego na Helclów. Naziści próbowali złamać Szimszona, pokazując mu skatowaną żonę. Gusta zareagowała z niesamowitą godnością – oświadczyła, że to ona stworzyła grupy bojowe, dając mężowi sygnał do dalszego oporu.
W kwietniu 1943 roku obojgu udało się uciec z transportu. Ukrywali się w leśnym bunkrze w Nowym Wiśniczu. Nawet tam nie zaznali spokoju – Szimszon redagował podziemną gazetę „He-Haluz ha-Lohem” (Walczący Pionier), a Gusta organizowała kanały przerzutu Żydów przez węgierską granicę. Ich walka zakończyła się tragicznie w sierpniu 1943 roku. Ponownie schwytani przez nazistów, zostali straceni. Do końca pozostali nierozłączni – tak w życiu, jak i w śmierci.
Skrawki papieru, które stały się legendą

„Pamiętnik Justyny” to świadectwo unikalne. Gusta pisała go w więziennej celi, między brutalnymi przesłuchaniami. Mimo zmiażdżonych palców i niewyobrażalnego bólu, uwieczniała historię ruchu oporu na skrawkach papieru toaletowego. Swoje zapiski sygnowała konspiracyjnym imieniem – Justyna.
Współwięźniarki pomagały jej, śpiewając lub pilnując strażników, by Gusta mogła tworzyć kolejne kopie tekstu. Chciała mieć pewność, że prawda o ich poświęceniu przetrwa. Pesia Warszawska wspominała, że Gusta pisała przy świetle księżyca, stając się dla innych kobiet symbolem nadziei i niezłomności.
Głos zza grobu
Gusta wiedziała, że nie wyjdzie z więzienia żywa. W swoich notatkach podkreślała, że młodzi bojownicy świadomie oddają życie za sprawę wyższą. Prosiła współwięźniarki, by po wojnie odnalazły pamiętnik ukryty w celi nr 15. Kartki papieru odnaleziono przypadkiem pod podłogą i przekazano do Żydowskiego Towarzystwa Historycznego w Krakowie. W 1946 roku „Pamiętnik Justyny” ukazał się drukiem.
Dziedzictwo Gusty Dawidson

Dzieło Gusty zostało przetłumaczone na wiele języków, w tym na hebrajski. Choć autorka nigdy nie dowiedziała się, czy jej słowa dotarły do świata, jej misja zakończyła się sukcesem. Gusta wierzyła, że historia nie wybacza milczenia. Jej zapiski to nie tylko relacja z pola bitwy, to manifest ludzkiej godności, której nie zdołała złamać nawet totalitarna machina śmierci. Dziś Justyna przemawia do nas jako głos przeszłości, który uczy, że nawet w obliczu ostatecznej klęski można zachować duszę i honor.